poniedziałek, 6 maja 2013

Cztery.

- Wezmę go na ręce - zaoferował, ale młody jeszcze bardziej się we mnie wtulił.
Droga do szpitala minęła nam w ciszy. Pielęgniarka od razu zaprowadziła nas do lekarza. Położyłam szkraba na kozetce i powiedziałam:
- Poczekam na korytarzu - cmoknęłam go w czółko, ale zatrzymał mnie.
- Zostań - zrobił słodką minkę.
Mały pojechał na prześwietlenie, a my siedzieliśmy na korytarzu, gdy Wlazły się odezwał:
- Przepraszam za to moje zachowanie w restauracji.
- To, że jest Pan siatkarzem nie oznacza tego, ze mamy Pana traktować jak pępek świata - odfuknęłam.
- Przepraszam, no! Tak poza tym nie przedstawiłem się jeszcze. Mariusz Wlazły - wysunął w moją stronę swą wielgachną dłoń.
- Ada Atanasijević - odparłam.
Po kilku chwilach Arek został przewieziony do sali, a dr Brachmańska poinformowała nas o tym, że chłopiec ma złamaną rękę. Po nastawieniu i założeniu gipsu wróciliśmy do domu. Mały uparł się, dlatego pojechałam z nimi. Razem z Mariuszem go wykąpaliśmy, a następnie ułożyliśmy do snu.
- Ada, psecytas mi bajkę? - zapytał.
- No jasne.
Z półki wzięłam "Kubusia Puchatka" i zaczęłam czytać. Leżałam z nim na łóżku głaszcząc po głowie, kiedy on oddawał się objęciom Morfeusza. Ucałowałam go i nie wiedząc kiedy zasnęłam.
Nazajutrz obudziłam się w ciepłych, męskich ramionach, Na policzku czułam jego oddech, a ręce położone na mych plecach przygniatały mnie. W końcu otwarłam oczy, kilkakrotnie zamrugałam, żeby polepszyć ostrość widzenia. Leżałam na Mariuszu Wlazłym, który był w samych bokserkach. Natomiast ja miałam na sobie tylko jego koszulkę sięgającą mi do połowy ud. O matko z ojcem jaką on ma klatę. Moje oczy zapewne wyglądały jak pięciozłotówki, ale nie wytrzymałam i opuszkiem palca sunęłam po wyrzeźbionym torsie. Gdy ja kreśliłam znaki wokół jego pępka, przebudził się. W mig odsunęłam ręce od jego ciała.
- Czy możesz mnie puścić? - spojrzałam na wpół śpiącego siatkarza.
- Już, już.. - rozluźnił uścisk i wstałam.
- Wytłumacz mi, dlaczego jesteśmy pół nadzy - uniosłam lekko brew ku górze zakładając spodnie.
- Nie pamiętasz? - wytrzeszczył oczy - No tak się jakoś porobiło, że jęczałaś, iż jestem wspaniały w łóżku - w tym momencie spojrzałam na niego z miną 'Are you fucking kidding me?' - Żartowałem - rzuciłam w niego bluzką, którą właśnie zdjęłam.
Na reakcję długo czekać nie musiałam, ponieważ podszedł do mnie obejmując w pasie i rzucił na łóżko. Zaczął mnie łaskotać przez co wiłam się niczym wąż w samym biustonoszu. Nagle usłyszeliśmy krzyk:
- Mariusz!
- Paulina?! Co ty tutaj robisz? - odsunął się ode mnie, więc ubrałam swą koszulkę.
- Widzę, że już znalazłeś pocieszenie u tej ździry - podeszła do mnie i wymierzyła mi siarczysty policzek, na co nie byłam dłużna.
- Nie waż się podnosić ręki na Adę! - wtem do pokoju wparował Arek, który widząc mą rozciętą wargę przytulił mnie.
- Zostawmy ich. Pójdziemy do mnie - szepnęłam i wyszliśmy z pokoju.
Ubrałam małego w ciepły dres, zawiązałam mu buty i wyszliśmy. Wcześniej zostawiłam wiadomość Mariuszowi, w której napisałam, że poszliśmy z Arkiem na spacer. Idąc do hotelu biegaliśmy po kałużach, dlatego przemoczyliśmy się. Szybko weszliśmy do apartamentu i pozbyliśmy się mokrych ubrań. Chłopiec leżał na kanapie w bawełnianym szlafroku, gdy ja brałam kąpiel. Kolejnie założyłam krótki szlafrok, puchate kapcie, a włosy związałam w turban. Siedzieliśmy oglądając jakąś bajkę. Młody non stop oceniał zachowania bohaterów, dzięki czemu nieźle się uśmialiśmy. Gdy zgłodnieliśmy to zamówiłam dla nas nuggetsy z sosem pomidorowym i frytki. Arkadiusz jadł aż mu się uszy trzęsły. Przez ten dzień bardzo się do siebie zbliżyliśmy, a ja czułam tą silną więź, która nas połączyła. Nagle ktoś zapukał do drzwi, więc poszłam otworzyć. Z impetem wpadł na mnie Wlazły. Widocznie opierał się o nie i stracił równowagę. Uniosłam twarz do góry, a nasze usta były zdecydowanie za blisko..

Ten rozdział zupełnie mi się nie podoba. Moim zdaniem jest najgorszy ze wszystkich obecnie napisanych. Wiecie kogo Ada spotkała w restauracji. ; ) Jak myślicie co zrobi Mariusz podczas bliskości? XD A może co powie? 
Umieram, help me. Nauczyciele zasypali mnie sprawdzianami i kartkówkami, przez co cały czas nos wtykam w podręczniki . ; c 
Jak spędziliście majówkę? 
Mhm.. wiecie może co jest dobre na małą ilość mazi stawowej w kolanie? Ostatnio kolano zaczęło mnie tak boleć, ale do lekarza za Chiny ludowe nie pójdę . ; D
Enjoy.;)

Czytacie, komentujcie to strasznie motywuje . :)

piątek, 26 kwietnia 2013

Trzy.

Stał niczym grecki bóg. Jego lekko na żelowane włosy sterczały na wszystkie strony, tworząc uroczy układ. Miał naburmuszoną minę, no ale cóż.. Moją winą nie był fakt, że był rozpuszczonym dzieckiem.
- To jest Adrianna, moja siostra - z rozmyślań wyrwał mnie młodszy Atanasijević.
- Aleks, czemu nie powiedziałeś nam, że masz siostrę, a na dodatek taką ładną?! - zapytał się Pliński, co jak co, ale w siatkarzach byłam rozeznana.
- Nie dla psa kiełbasa - odparł.
Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam na trybuny i usadowiłam się wygodnie na krzesełku. Z uwagą przyglądałam się ich poczynaniom na boisku. Na pierwszy rzut oka można by było zauważyć, że siatkówka to ich życie. Ogromną pasję wkładali we wszystkie akcje, ale po męczącym treningu zostałam otoczona przez pszczółki. Każdy z osobna mi się przedstawił i zadawał milion pytań na sekundę, na które skrupulatnie odpowiadałam. Nieoczekiwanie na halę wpadł mały chłopiec i podbiegł do jednego ze sportowców.
- Tato! - siatkarz wziął go na ręce.
- Arek, a gdzie mama? - zapytał się Wlazły.
- Pojechała gdzieś ze swoim psyjacielem - odpowiedział malec.
- Chłopaki, idźcie się przebrać - zawołał pan Nawrocki.
Stado przerośniętych chłopaków posłusznie udało się do szatni. Tymczasem ja zmierzałam w kierunku wyjścia, ale zatrzymał mnie chłopiec.
- Dzień dobly. Kim pani jest? - zapytał.
- Ada Atanasijević. Jestem siostrą Aleksa - uśmiechnęłam się.
- Nie widziałem Cię tu nigdy - zauważył.
- Bo przyjechałam do Polski kilka dni temu - uklęknęłam przed dzieckiem.
- Jestem Alek Wlazły, Alkadiusz - powiedział ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Miło mi Cię poznać - Arek przytulił się do mnie.
Tym gestem nieźle mnie zaskoczył. Szczególnie, że byłam nieznajomą. Wlazły Junior złapał mnie za rękę po czym usiedliśmy na ławce tuż przed halą. Mały zaczął mi opowiadać o przedszkolu, ulubionych zabawkach, rodzinie i tacie. Gdy mówił o nim w jego oczach pojawiały się iskierki tańczące niczym chochliki.
- Ej.. tu są nasze zguby! - krzyknął Zatorski, a Wlazły podbiegł do nas z Aleksandarem.
- Tato, to nie Ada mnie tutaj zablała. To ja ją tu psyplowadziłem - chłopczyk powiedział na jednym tchu.
- Arek, to jest pani Ada - mruknął kapitan.
- Ada, mały pamiętaj - szepnęłam na ucho, a młody cmoknął mnie w policzek.
0 Tato, a moze pojechać z nami do domu? - zapytał z nutką nadziei w głosie.
- Nie, dzisiaj - odparł po czym męska część rodziny Wlazły odjechała.
Nie zamierzałam stać jak ten słup soli, więc pojechałam do hotelu, w którym do końca dnia oglądałam telewizję. Nazajutrz ubrałam się elegancko i ruszyłam w kierunku Warszawy. Pod siedzibą "Przeglądu Sportowego" byłam o godzinie dwunastej. Rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzono sprawnie. Po dokładnym obejrzeniu mojego CV zostałam przyjęta do pracy, ale był w tym haczyk. Od sierpnia miałam pracować w Rzeszowie w dziale siatkówki, a teraz przez sześc miesięcy byłam stażystką w Bełchatowie. Do lokum wróciłam o siedemnastej. Przebrałam się w dres i buty do biegania, no i wyszłam. Truchtem pobiegłam w stronę parku. Uwielbiałam biegać w ciszy. W ten sposób potrafiłam pozbyć się negatywnych emocji. Tak było tym razem. Po części zapomniałam o nim i o wydarzeniach sprzed roku, o których Aleks nie miał najmniejszego pojęcia. Zatrzymałam się nad stawem i zaczęłam karmić kaczki, które pomimo śniegu sunęły zaparcie po wodzie. Nagle usłyszałam płacz dziecka, więc odruchowo pobiegłam w stronę leżącego na ziemi chłopca.
- Ci.. nie płacz. Boli Cię coś? - zapytałam.
- Ada - ucieszył się - Plawa lęka.
- Gdzie twój tata? - spojrzałam na kończynę Arka.
- Tutaj. Biegaliśmy, ale ja uciekłem i było bam.
Bez zastanowienia wzięłam go na ręce i zmierzałam pieszo w kierunku pobliskiego szpitala. Czterolatek powoli się uspokoił, gdy wyszeptał mi na ucho:
- Tata biegnie w nasą stlonę - skrył swą twarz w moją szyję.
- Arek! - zawołał.
Zatrzymałam i  odwróciłam się w jego stronę, a jego mina była bezcenna gdy mnie zobaczył.

No i trójeczka. Repugnance już wiesz, o którego M.W. mi chodziło. Zadowolona z tego wyboru? Początkowo rozdział chciałam dodać jutro, ale ze względu, że muszę iść do szkoły odrobić drugiego maja, to jest dziś. Ogromnie cieszę się z tego, iż Resovia obroniła tytuł Mistrza Polski. Medale jak fuszerki, przepraszamy, że ZB9 zniszczył się pasek. Gratulujemy również Zibiemu zaręczyn. Jak już wiecie to oświadczył się Joannie Michalskiej w Weronie, dużo szczęścia na nowej drodze życia.
Do środy, Estadio Santiago Bernabeu <3. Boże.. spraw cud, żeby Real Madryt pokonał Borussię. 
Jak tam po egzaminach? Czy aksalotl meksykański zrobił Was w płaza? :D 
Enjoy.

piątek, 19 kwietnia 2013

Dwa.

Mój kochany braciszek. Spoglądaliśmy na siebie bez słowa.
- Dziękuję za uratowanie mi życia - powiedziałam widząc miny przechodzących obok dziewczyn.
- Nie ma za co - odparł - Ale proszę w przyszłości bardziej uważać - uśmiechnął się lekko.
- Do widzenia. Jeszcze raz dziękuję - poklepałam Go po ramieniu.
Tym razem dokładnie się porozglądałam. Weszłam do hotelu i wbiegłam do pokoju. Zakluczyłam go od środka po czym wzięłam prysznic. Ubrałam się, a włosy związałam w niesfornego koczka. Po chwili napisałam do brata sms'a "Przyjdź do hotelu, przed którym się spotkaliśmy. Pokój numer sto dziewiętnaście." i wysłałam. Długo czekać nie musiałam, bo zjawił się po kwadransie. Usiedliśmy na kanapie i wtuliłam się w niego. Tak bardzo brakowało mi silnych, męskich ramion, w których byłabym bezpieczna. Dwudziesto dwu letni mężczyzna ucałował mnie w czoło po czym tkwiliśmy przez jakiś czas w milczeniu.
- Dlaczego przyjechałaś do Polski? - zapytał.
- Stęskniłam się za swym młodszym braciszkiem - pstryknęłam Go w nosek.
- Ada.. Zawsze Ci pomogę, pamiętaj o tym.
- Tak? No, bo wiesz akumulator mi wysiadł - zrobiłam minę zbitego psa.
- Pojadę jutro z Tobą i go podładujemy - cmoknął mnie w policzek.
- Alek! Kocham Cię - zaśmiałam się po czym zaczęliśmy oglądać film. Czas mijał nam bardzo szybko, niestety. Przez półtora roku się nie widzieliśmy, więc mieliśmy sporo do nadrobienia. Po dwudziestej trzeciej położyliśmy się do snu.

- Proszę zostaw mnie! Nie chciałam do tego doprowadzić - mówię i od razu czuję uderzenie na swej twarzy. Rozmasowuję czerwony już policzek i patrzę z wrogością w oczach. On nic z tego sobie nie robi, wręcz przeciwnie. Posuwa się co raz dalej i dalej aż w końcu...

- Ada, uspokój się - Alek nie wiadomo skąd zmaterializował się obok mnie i zamknął w swych ramionach.
Pochlipywałam cichutko pod nosem, gdy on gładził moje plecy. Uciekłam do Polski po to, aby zacząć nowe życie, ale sny znalazły mnie nawet tutaj. Te cholerne wspomnienia wracają niczym bumerang.
- Obiecasz mi, że zawsze będziesz przy mnie? - spytałam.
- Nie mam zamiaru nigdzie uciekać - na te słowa mimowolnie się uśmiechnęłam.
Rano wstaliśmy radośni i wypoczęci. Odprawiliśmy poranne rytuały, a następnie pojechaliśmy po mój samochód. Akumulator został podładowany, więc mogłam rozpocząć poszukiwania pracy. Miałam dwie godziny, bo umówiłam się z Aleksem, że przyjadę na ich trening. Zatrudnienia jak nie było, tak nie ma. Ostatnią moją deską ratunku był "Przegląd Sportowy", ale i tak nie robiłam sobie jakiś większych nadziei. W końcu jest to najpopularniejsza gazeta o tematyce sportowej, więc nie przyjmują tam pierwszej lepszej osoby, a ja akurat nie chcę korzystać z faktu, iż mam nazwisko Atanasijević. Z rozmyślania wyrwał mnie dzwonek "Troublemaker" świadczący o tym, że ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz i zamarłam. Kacper.. To właśnie przed nim się ukrywałam, a on ot tak sobie dzwoni, jak gdyby nigdy nic. Wyłączyłam sprzęt, a po chwili ruszyłam w stronę hali. Była ogromna, ale wejście do niej sprawiły mi niezły kłopot. Ochroniarz nie okazał się być tak miłą osobą, na jaką wyglądał. Tu macie przykład stwierdzenia, że nie warto oceniać ludzi po okładce, bo pierwsze wrażenie często bywa mylne, a w moim przypadku w nadmiarze. Na szczęście po długich utarczkach pozwolił na wejście. Korytarz wił się w nieskończoność, a moje orientowanie się w terenie nie należy do najlepszych. Pomimo, że byłam tu dwa lata temu, to czułam się jak w jakimś labiryncie. Oni chyba na serio chcą kogoś tutaj zgubić, na przykład takich nachalnych kibiców, którym najchętniej stłukła głowy. Ja byłam, przecież kulturalną osobą, więc mogli mi chociaż jakąś nawigację załatwić. Muszę o tym porozmawiać z młodym Atanasijeviciem.
Ściany były koloru żółtego, ozdobione masą fotografii. Przy każdym zdjęciu przystanęłam na chwilę, aby zobaczyć wizerunki siatkarzy cieszących się ze zwycięstwa. Wyglądali przecudnie. Takie przerośnięte dzieci szczerzące się na widok nowej zabawki czy lizaka. Z każdym kolejnym wspomnieniem zapominałam o celu mojej wizyty, ale jak to się mówi głupi ma zawsze szczęście.
- Ada, gdzie się podziewałaś? - w mig Aleks znajdował się tuż przy mnie ciągnąc za rękę.
- Byłam w kilku redakcjach, ale na marne - westchnęłam.
- Nie smuć się. Poznasz najlepszych i najseksowniejszych siatkarzy PlusLigi - powiedział radośnie po czym ukrył mnie za sobą, w końcu jego dwa metry się na coś przydają - Chłopaki! Chcę Wam kogoś przedstawić.
Wysunęłam się tuż przed niego i lekko uśmiechnęłam. Miny siatkarzy wyrażały więcej niż tysiąc słów. Na ich twarzach malowało się kolejno zaskoczenie, szczęście i chęć mordu na Aleksie. Jednakże moją uwagę przykuł ktoś inny, a konkretniej zawodnik, który...

Łapcie dwójeczkę. :) Tak, wiem jestem wredna, że kolejny raz kończę w tym momencie, no ale lubię Was trochę męczyć. Taka długość rozdziałów Wam odpowiada?
Repugnance masz odpowiedź na pytanie, kto ją złapał . ; D Teraz możesz główkować o kogo chodzi w ostatnim fragmencie. Miłego czytania.
Enjoy. :)

sobota, 13 kwietnia 2013

Jeden.

Biegnę. Ciemna poświata lasu ogranicza moją widoczność. To właśnie przed nim uciekam. Boję się kolejnych cierpień, które wyniszczają mnie od środka. Znikąd pojawia się korzeń. Upadam. Ból przeszywa moje ciało. Wzywam pomoc, ale na marne. Pojawia się tylko on.. Nachyla się i ...

Gwałtownie się obudziłam. Rozejrzałam się dokładnie po mieszkaniu. Nikogo nie było, tylko ja i moje chore sny. Nalałam sobie trochę wody do kubka i wypiłam ją za jednym łykiem. Tak bardzo bałam się, że historia powtórzy się raz kolejny. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, ale nie wiedziałam czemu. To nie była moja wina, nie zasłużyłam na takie traktowanie, no ale cóż los się widocznie na mnie uwziął.
Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i jak najciszej potrafiłam przemknęłam się przez budynek do samochodu. W końcu niecodziennie słyszało się hałasy na klatce schodowej o czwartej nad ranem. Odpaliłam swoje audi i wyruszyłam w drogę. Mijałam ulice Belgradu, a drogi robiły się coraz bardziej zatłoczone. Docisnęłam pedał gazu i całkowicie oddałam się mojemu samochodowi. Robiłam sobie krótkie przerwy na stacjach benzynowych aż po kilkunastu godzinach dojechałam do Polski. Powitały mnie dziurawe drogi, przez które prawie dostałam zawału. Na moje szczęście zawieszenie było całe i zdrowe, a do Bełchatowa został mi kawałek drogi. O dwudziestej podjechałam pod hotel i wynajęłam pokój. Może nie były to luksusy, ale mi to wystarczało. Chciałam zacząć swoje życie od nowa, a Polska mi to umożliwiła. Na dodatek mój kochany braciszek, stęskniłam się za nim, przecież nie widzieliśmy się dobry rok.
Wtachałam do pokoju me bagaże, wzięłam szybki prysznic i oddałam się niechętnie objęciom Morfeusza, który ostatnimi czasami nie był dla mnie zbyt łaskawy. O dziwo nic mi się nie śniło. Może tylko jakieś mało ważne wątki. Już widziałam, że Polska ma na mnie zbawienny wpływ, ale na jak długo? Wiecznie nie będę szczęśliwa, bo zawsze znajdzie się ktoś lub coś, co wszystko zniszczy.
Obudziły mnie promienie słoneczne przebijające się przez okna. Naciągnęłam na swą twarz kołdrę, ale niestety nie było mi pisane beztroskie leniuchowanie. Znienawidzony przeze mnie budzik zaczął dzwonić. Pospiesznie go wyłączyłam i  z dużym oporem ruszyłam do łazienki. Długa kąpiel pomogła mi wrócić do trzeźwego myślenia. Następnie zrobiłam sobie lekki makijaż. Na koniec założyłam czarną garsonkę, białą koszulę i dziesięciocentymetrowe obcasy. Zadowolona ze swojego wyglądu ruszyłam na podbicie Bełchatowa. W końcu musiałam się ustabilizować, znaleźć pracę i mieszkanie w Polsce, bo do Serbii nie zamierzam wrócić. Byłam dziennikarką.. sportową. Od zawsze ciągnęło mnie do siatkówki czy piłki nożnej.
Pojechałam do głównego budynku jednej z bełchatowskich gazet. Jak się okazało, nie potrzebowali nikogo do działu sportowego. Identycznie było u reszty, a nasz kochany polski rząd narzeka na bezrobocie. Opadłam z sił, więc w południe udałam się do restauracji. Zamówiłam smażonego pstrąga z cytryną, frytki i sałatkę z fetą.
- Przepraszam bardzo, ale to jest moje miejsce - usłyszałam podczas czekania.
- Gdzie to jest napisane? - odfuknęłam nie odwracając swej głowy.
Odpowiedzi na to pytanie się nie doczekałam. Ten wysoki mężczyzna zajął stół w drugim końcu sali. Podczas jedzenia swego dania czułam na sobie jego wzrok. Nie zamierzałam na niego spojrzeć, dać mu tej satysfakcji, że jednak żałowałam tego, iż tak na niego naskoczyłam. Bezczelne stworzenie. Po obiedzie poprosiłam o sernik z polewą czekoladową i kawę mrożoną. Muszę przyznać, że brakowało mi tych polskich słodkości. Podziękowałam kelnerowi i wzięłam się za pałaszowanie ciasta, które rozpływało się w ustach. Czas szybko mijał i w mgnieniu oka była czternasta trzydzieści. Zapłaciłam rachunek i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i go odpaliłam, znaczy próbowałam odpalić. Zdenerwowana otworzyłam maskę.
- Co my tu mamy? - zadałam pytanie retoryczne.
No oczywiście wysiadł mi akumulator. Zamknęłam auto i postanowiłam, że jutro po nie przyjadę, ale nie wiem jeszcze jak. Wolnym krokiem ruszyłam chodnikiem. Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a od czasu do czasu wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Znajdowałam się tuż przed hotelem. Tylko przejście przez drogę i upragniony odpoczynek. Bez rozglądania się weszłam na ulicę, wtem do moich uszu dobiegł krzyk:
- Uważaj!
Ciężarówka jechała prosto na mnie, gwałtownie odskoczyłam, a w ostatnim momencie złapał mnie..

Witam na nowym blogu. Wystartowałam z akcją. Na razie same tajemnice, ale stopniowo akcja ruszy do przodu. Jak myślicie kto złapał naszą bezimienną bohaterkę? :)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Prolog

Jeśli nadarza się sposobność, by ulec pokusie, to niestety jej ulegamy. Każda istota ludzka na ziemi potrafi czynić zło, zależy to tylko od okoliczności.

~ Paulo Coelho