- To jest Adrianna, moja siostra - z rozmyślań wyrwał mnie młodszy Atanasijević.
- Aleks, czemu nie powiedziałeś nam, że masz siostrę, a na dodatek taką ładną?! - zapytał się Pliński, co jak co, ale w siatkarzach byłam rozeznana.
- Nie dla psa kiełbasa - odparł.
Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam na trybuny i usadowiłam się wygodnie na krzesełku. Z uwagą przyglądałam się ich poczynaniom na boisku. Na pierwszy rzut oka można by było zauważyć, że siatkówka to ich życie. Ogromną pasję wkładali we wszystkie akcje, ale po męczącym treningu zostałam otoczona przez pszczółki. Każdy z osobna mi się przedstawił i zadawał milion pytań na sekundę, na które skrupulatnie odpowiadałam. Nieoczekiwanie na halę wpadł mały chłopiec i podbiegł do jednego ze sportowców.
- Tato! - siatkarz wziął go na ręce.
- Arek, a gdzie mama? - zapytał się Wlazły.
- Pojechała gdzieś ze swoim psyjacielem - odpowiedział malec.
- Chłopaki, idźcie się przebrać - zawołał pan Nawrocki.
Stado przerośniętych chłopaków posłusznie udało się do szatni. Tymczasem ja zmierzałam w kierunku wyjścia, ale zatrzymał mnie chłopiec.
- Dzień dobly. Kim pani jest? - zapytał.
- Ada Atanasijević. Jestem siostrą Aleksa - uśmiechnęłam się.
- Nie widziałem Cię tu nigdy - zauważył.
- Bo przyjechałam do Polski kilka dni temu - uklęknęłam przed dzieckiem.
- Jestem Alek Wlazły, Alkadiusz - powiedział ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Miło mi Cię poznać - Arek przytulił się do mnie.
Tym gestem nieźle mnie zaskoczył. Szczególnie, że byłam nieznajomą. Wlazły Junior złapał mnie za rękę po czym usiedliśmy na ławce tuż przed halą. Mały zaczął mi opowiadać o przedszkolu, ulubionych zabawkach, rodzinie i tacie. Gdy mówił o nim w jego oczach pojawiały się iskierki tańczące niczym chochliki.
- Ej.. tu są nasze zguby! - krzyknął Zatorski, a Wlazły podbiegł do nas z Aleksandarem.
- Tato, to nie Ada mnie tutaj zablała. To ja ją tu psyplowadziłem - chłopczyk powiedział na jednym tchu.
- Arek, to jest pani Ada - mruknął kapitan.
- Ada, mały pamiętaj - szepnęłam na ucho, a młody cmoknął mnie w policzek.
0 Tato, a moze pojechać z nami do domu? - zapytał z nutką nadziei w głosie.
- Nie, dzisiaj - odparł po czym męska część rodziny Wlazły odjechała.
Nie zamierzałam stać jak ten słup soli, więc pojechałam do hotelu, w którym do końca dnia oglądałam telewizję. Nazajutrz ubrałam się elegancko i ruszyłam w kierunku Warszawy. Pod siedzibą "Przeglądu Sportowego" byłam o godzinie dwunastej. Rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzono sprawnie. Po dokładnym obejrzeniu mojego CV zostałam przyjęta do pracy, ale był w tym haczyk. Od sierpnia miałam pracować w Rzeszowie w dziale siatkówki, a teraz przez sześc miesięcy byłam stażystką w Bełchatowie. Do lokum wróciłam o siedemnastej. Przebrałam się w dres i buty do biegania, no i wyszłam. Truchtem pobiegłam w stronę parku. Uwielbiałam biegać w ciszy. W ten sposób potrafiłam pozbyć się negatywnych emocji. Tak było tym razem. Po części zapomniałam o nim i o wydarzeniach sprzed roku, o których Aleks nie miał najmniejszego pojęcia. Zatrzymałam się nad stawem i zaczęłam karmić kaczki, które pomimo śniegu sunęły zaparcie po wodzie. Nagle usłyszałam płacz dziecka, więc odruchowo pobiegłam w stronę leżącego na ziemi chłopca.
- Ci.. nie płacz. Boli Cię coś? - zapytałam.
- Ada - ucieszył się - Plawa lęka.
- Gdzie twój tata? - spojrzałam na kończynę Arka.
- Tutaj. Biegaliśmy, ale ja uciekłem i było bam.
Bez zastanowienia wzięłam go na ręce i zmierzałam pieszo w kierunku pobliskiego szpitala. Czterolatek powoli się uspokoił, gdy wyszeptał mi na ucho:
- Tata biegnie w nasą stlonę - skrył swą twarz w moją szyję.
- Arek! - zawołał.
Zatrzymałam i odwróciłam się w jego stronę, a jego mina była bezcenna gdy mnie zobaczył.
No i trójeczka. Repugnance już wiesz, o którego M.W. mi chodziło. Zadowolona z tego wyboru? Początkowo rozdział chciałam dodać jutro, ale ze względu, że muszę iść do szkoły odrobić drugiego maja, to jest dziś. Ogromnie cieszę się z tego, iż Resovia obroniła tytuł Mistrza Polski. Medale jak fuszerki, przepraszamy, że ZB9 zniszczył się pasek. Gratulujemy również Zibiemu zaręczyn. Jak już wiecie to oświadczył się Joannie Michalskiej w Weronie, dużo szczęścia na nowej drodze życia.
Do środy, Estadio Santiago Bernabeu <3. Boże.. spraw cud, żeby Real Madryt pokonał Borussię.
Jak tam po egzaminach? Czy aksalotl meksykański zrobił Was w płaza? :D
Enjoy.
Bardzo zadowolona! Maniek to Maniek, a ja mam do niego słabość (co pewnie widać w opowiadaniu, które piszę ;D). Arek, jak to dzieciak, jest bardzo ufny i się nie dziwię Mariuszowi, że on taki nie jest. W końcu, jakby na to nie spojrzeć, nie zna Ady. Mam nadzieję, że z czasem się do niej przekona. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
genialny rozdział . Arek <3
OdpowiedzUsuńczekam na dalsze części . ;)
Jestem :)
OdpowiedzUsuńNie idzie się do niczego przyczepić z czego jestem happy :) Opowiadanie bardzo ciekawe, a Arek - słodziak :D
Pozdrawiam, poziomkowa ;)